Mam wrażenie, że niejasno napisałam w poprzednim poście. Ja próbowałam się go pozbyć, wyrzucić (mieszkamy w moim mieszkaniu), napisałam tylko że nie chcę mieszać w to policji. Ojciec Myszki jest cudzoziemcem, mogliby go za to nawet deportować (jako za łamanie polskiego prawa), wtedy miałby poważne kłopoty, a Małej nie zobaczyłby przez najbliższe 5 lat. Kolegów, którzy kazaliby się spakować i grzecznie pana wyprosili z domu zabierając klucze też nie mam. Mama mieszka stówkę stąd, poza tym było już późno, gdy to się stało, ok 22. Niełatwo jest się przyznać do takiego upokorzenia, poprzedniego posta skomentowałabym tak, jak Wy. To wszystko jest chore i popieprzone. Wczoraj przyszedł i mnie przeprosił, powiedział że czuje się winny. Nie należy do tych co przepraszają, nic nie odpowiedziałam.
Tak, nadal tu jest, nie dał się wyrzucić nawet z łóżka. Możecie pisać, że jestem durna, ale to zbędne, wiem o tym. Wiem co bym zrobiła w mojej sytuacji, a jednak tak nie umiem. Po takiej awarii jest troche dni raju i to chyba tylko dla nich teraz żyję. Wiem jak to wygląda z boku, bo sama przyglądałam się mojej matce znoszącej kolejne razy. Jednak im się udało, ona przeczekała wszystko, obecnie on od 10 lat się nie upija, mają synka i są szczęśliwi. Może po prostu taki model cierpiętnicy wyniosłam z domu. Nie wiem, ale w jakiś sposób tego potrzebuję, silnych emocji i żeby coś się działo. Sama też nie jestem bynajmniej święta, pamiętacie, ostatnio to on ode mnie dostał w twarz. Intryguje mnie, gdzie jest ta granica, za którą nie da się już wybaczyć. To masochizm, wiem ale zawsze jest ta nadzieja, że więcej tego nie zrobi. Nadzieja matką...
Ty tego potrzebujesz ale Twoja córka nie.
OdpowiedzUsuńNie pozwól na to, żeby przez matkę cierpiała. Ja dla mojej córki zostawiłam męża który mnie zawiódł, zresztą przez kilka lat powielałam błedy mamy i żyłam w toksycznym związku.
Ale dziecko nie jest niczemu winne, weź się w garść i wyjdź z tego obronną ręką.
Bo kiedys naprawde Cię zabije i rzuci dzieckiem o ścianę. Fajna perspektywa...
I nie wmawiaj sobie, że dla dziecka jest lepszy ojciec furiat niż żaden. To gó..no prawda. Sama siebie oszukujesz. Gdyby mu zależało na dziecku to nawet by nie podskoczył, no chyba że wie, że Ty nic nie zrobisz.
Ludzie się nie zmieniają. Nadzieja nadzieją, ale ja w to nie wierzę.
Wierzyłam, że mój ojciec się ogarnął jak mama powiedziała, że odejdzie. Po 20 latach. A teraz powraca dawny on, więc poprawa była chwilowa.
Dlatego nie wierzę w żadne zmiany i staram się uczyć na cudzych błędach.
Tobie też życzę tej siły, bo inaczej spaprasz życie nie tylko sobie.
Myszko, nie bede Ci moralizowala. Jestes dorosla, to Twoje zycie i Twoje wybory. Masz racje, prawdodpodobnie nieswiadomie powielasz schematy zaobserwowane w domu. Jestes wspaniala, kochajaca matka, wiec tylko chron ze wszystkich sil swoja malenka coreczke...
OdpowiedzUsuń